O chorobach, czyli niechciany sublokator

  • 20.11.2020, 17:22 (aktualizacja 2 dni temu, 11:17)
  • Krzysztof Martwicki
O chorobach, czyli niechciany sublokator Fot. K. Martwicki
Felieton

Kiedyś kogoś po lekkim zawale zapytano, jak to właściwie jest. Czy boli, bo podobno serce nie boli, bo nie ma nerwów. Jak jest w trakcie? Czy traci się przytomność? Czy skacze ciśnienie, czy pali w żołądku, czy mrowi pod lewą pachą?... Czy, czy, czy. Jednym słowem, zapytano.

Ów ktoś po lekkim zawale podrapał się w głowę, żeby trafnie odpowiedzieć, potem trochę bezradnie wzruszył ramionami, a na koniec westchnął, że cóż, po zawale jest prawie tak, jak przed. Tylko trzeba uważać.

Każdy zawał boli. To jak by koń kopytem stanął na klatce piersiowej. Tak boli. Ale w przeciwieństwie do wylewu, udaru, lekki zawał zwykle nie pozostawia widocznych śladów. Paraliżu na przykład czy czegoś w podobnym guście. Chodzi sobie potem taki ktoś i nikt się nawet nie domyśla, że jest po zawale. Nie inaczej sprawa się ma z COVIDEM. Nie widać, a jest. Jak powietrze. Zwodniczy jegomość. Swą robotę zna.

Maseczki i dystans. Ciągłe mycie rąk. I to przewidywanie, zanim się wejdzie do sklepu, do urzędu czy na pocztę. Żeby mieć zakryte nos i usta. Żeby zdezynfekować ręce. Żeby aby nie za blisko kogoś innego w kolejce. Żeby to, śmo, owo. Oszaleć już można od tej pandemii, prawda? A na dodatek końca tego paskudztwa nie widać. Po dwadzieścia kilka tysięcy zachorowań dziennie. Choć jest nas w Polsce sporo milionów obywateli, to nie przelewki. Przecież to jakby w jeden dzień zachorował cały Płońsk!

Odrobinę ironiczne jest w tym wszystkim to, że pandemia i wszelkie niedogodności z nią związane „trafiły” na nas, Polaków. Wszyscy przecież doskonale znamy się na medycynie. Taką mamy wiedzę, że każdy Polak swobodnie mógłby być lekarzem. A przynajmniej znachorem, zielarką albo innym szamanem. A z COVIDEM jakoś sobie nie radzimy... Bo wcale się na medycynie nie znamy. Poza medykami, cały nasz kontakt z zawodowym leczeniem bywa tylko wtedy, kiedy... jesteśmy chorzy. A nasza „wiedza” o chorobach pochodzi głównie z kolejek w ośrodku zdrowia i z własnych doświadczeń jako pacjenci. Ale że się o czymś lubi rozmawiać, wcale nie znaczy, że się to zna. Proste. Do bólu.

Zresztą podobnie sprawy się mają z nami, Polakami, jeśli chodzi na przykład o motoryzację, naprawy kanalizacji czy kuchnię. Co Polak, to mechanik! Co drugi, to hydraulik! Co trzeci, to szef kuchni! Wszystko wiemy, na wszystkim się znamy, choć tak naprawdę bywamy specjalistami jedynie w jakiejś wąziutkiej dziedzinie dotyczącej naszej pracy. Nic ponad to. Ale iście polskiej, ułańskiej i słowiańskiej fantazji nam nie brakuje, to fakt. I może własnie ona - patrząc dość przewrotnie - nas uratuje, podobnie jak ratowała wiele razy w historii, kiedy trzeba było „liczyć siły na zamiary”? Kto wie, może? Zobaczymy i tym razem.

Na zakończenie wróćmy na chwilę do tego jegomościa po lekkim zawale. Nie przestano go dopytywać, jak to jest po. I ów ktoś po raz kolejny podrapał się w łepetynę, podumał i po chwili westchnął, że z zawałem i w ogóle z każdą poważną chorobą jest trochę, jak z niechcianym sublokatorem, na przykład ubogim krewnym: wprowadził się, usadowił, zadomowił i weź go teraz wyrzuć... Nie pozostaje nic innego, jak nauczyć się żyć „z”, choć tak bardzo chciałoby się „bez”.

Krzysztof Martwicki

Krzysztof Martwicki

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe