Być szczęśliwym... (felieton)

  • 19.05.2020, 13:49
Być szczęśliwym... (felieton) Fot. Krzysztof Martwicki
Co to znaczy? Dobre zdrowie? Odwzajemniona miłość? Pieniądze? Spokój o jutro? Ale czy w ogóle szczęście może znaczyć jedno? Jedną sytuację? Przecież co innego powie bezdomny, a co innego prezes rafinerii. Na dodatek szczęście jednego bywa nieszczęściem innego. Łup dla złodzieja to szczęście, ale dla właściciela jest stratą. Jednym słowem, „być szczęśliwym” to temat rzeka, temat morze. Co tam morze, to temat ocean!

Jednak pomimo wieloznaczności pojęcia szczęścia, nasz mózg domaga się jakiejś jednej miary. Bo nasz mózg, owszem, lubi pewną dawkę tajemnicy, ale potem chce już jasności, co i jak. Chce, żeby mu pokazać: o, to jest właśnie szczęście. Tylko jak znaleźć „to” szczęście?

O szczęściu i jego braku napisano już opasłe tomy. Wszystko już było o szczęściu, tylko jakoś nikt raz na zawsze nie powiedział: to jest szczęście, koniec i kropka. W takim razie może zrobić sprawny unik i zacytować zespół „Dżem”, kiedy śpiewa, że „w życiu piękne są tylko chwile” ufając, że to właśnie o szczęściu.

A może właśnie tzw. „szczęście” to pojedyncze obrazy, a nie jakieś jedno określenie stanu ducha? Żałuję, że nie pamiętam, kto to napisał. A właściwie opisał. Że wyobraża sobie szczęście w ten sposób: jest lipcowe, późne popołudnie. Ze spokojem opiera się o parapet i wygląda przez okno. Patrzy, jak spacerują ludzie, powoli przejeżdżają auta. Nigdzie nie musi się śpieszyć. Nic nie musi.  Może delektować się ciepłym światłem zachodzącego słońca. Może oddychać zapachem maciejki. Wkrótce przyjdzie wieczór, a potem noc, która wszystko pogodzi i uspokoi. A rano będzie nowy, lepszy dzień. Piękne, prawda?

To jedna z propozycji „bycia szczęśliwym”. A inne? A niech mi będzie wolno dokonać autocytatu z mojej powieści „Prawie niewidzialni”: „Nagle przypomniały mi się te wszystkie drobne chwile dziecięcej szczęśliwości, kiedy to leniwym, letnim przedpołudniem szło się przed siebie polami, donikąd. Tak po prostu. Kopało się jakiś kamyczek, marzyło i szło. Beztrosko. Ciepła, piaszczysta ścieżka wśród pól, dojrzewające w słońcu zboże, świergot skowronka i te nasze osiem czy dziewięć wiosen w krótkich spodenkach, idące tylko po to, by iść, nic więcej. Jak życie życiem, nie było już potem żadnego prawdziwszego szczęścia, nigdy”. I co, też jest o szczęściu, prawda? O tym dziecięcym, niewinnym.

Pewnie ile ludzi, tyle opisów szczęścia. Zatem najuczciwiej będzie, Szanowny Czytelniku, jeśli zostawię puste miejsce, żeby Pan/i mogli wziąć długopis i napisać od siebie, co to znaczy „być szczęśliwym”:

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

I to jest właśnie szczęście.

 

KRZYSZTOF  MARTWICKI 
 

__1

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe