,,Za cztery lata będzie sto lat" - reportaż

  • 27.04.2020, 10:00
,,Za cztery lata będzie sto lat" - reportaż Fot. Krzysztof Martwicki
- Kiedyś to była, proszę pana, prawdziwa stacja – mówi pan Jan i smutnym okiem omiata pusty peron baboszewskiego przystanku szynobusu. Wszystko tu było, jak na prawdziwej kolei. I dworzec, i kasa, i magazyny. Nawet pompa wodna do parowozów była. O, tam. A teraz co tu jest? Nic – pan Jan tylko macha ręką.

W Baboszewie stację Kolei Państwowej oddano do użytku w 1924 roku. Znalazła się na ważnym odcinku Nasielsk-Sierpc i dalej do Torunia. Stacja przetrwała wojnę, socjalizm, zginęła za demokracji i kapitalizmu. Pozostał po niej ledwie widoczny obrys fundamentów dworca i przysłowiowa trawa gwizdawka.

- Kiedyś to, proszę pana, poważne pociągi tu stawały – wspomina pan Jan. - Towarowe, pośpieszne, a nawet dalekobieżny „Kołobrzeg”! A teraz to tylko ten szynobus przeleci czasem na Sierpc albo na Nasielsk i koniec kropka. Pokrzywy tu rządzą, a nie PKP. Jak pan chce, to wszystko pokażę. Nie ma co się bać chodzić po torach, tu pana nic nie przejedzie.

Idziemy po rdzewiejącym torowisku. W ciepłym powietrzu unosi się słynny kolejowy zapach kreozotu, jakim smarowano drewniane podkłady. Pan Jan wszystko pokazuje po kolei. Dosłownie – p o  k o l e i. Tu było to, tam tamto, a dalej jeszcze inne. Przez „las” pokrzyw, biełuniów i dymnic przedzieramy się w stronę miejsca, gdzie jeszcze jakiś czas temu stał szachulcowy budynek rampy towarowej. Na czerwonej cegle i metalowych drzwiach malowały się kolorowo esy floresy graffiti. Teraz nawet tego już nie ma.

- Tutaj nocami odbywał się załadunek z zakładu. Z jakiego? No, z tamtego – pan Jan głową pokazuje na Baboszewo i robi tajemniczą minę. - Niby tam suwnice robili, ale tak naprawdę, to... Zresztą, ja nic nie wiem, pan zapyta kogo innego. O, a tam była ta pompa – pan Jan zmienia temat. - Jeszcze jako dzieciak lubiłem patrzeć, jak powoli podjeżdżała lokomotywa, żeby się napić. A brała, panie, tej wody tyle, co by do basenu starczyło.

Wracamy. Pan Jan uśmiecha pod wąsem. Czuję, że coś jeszcze chce opowiedzieć. Coś z dawnej, radośniejszej pamięci? Nadstawiam uszu.

Drużniczką przez wiele lat była pani Krysia. Dbała o stację bardziej niż o swoje. W stare opony od ursusów ziemię wsypywała, kwiatki sadziła. Bratki i te, no... aksamitki. Kwitło to wszystko i cieszyło oko. Wapnem bieliła krawędzie peronów, pieliła, zamiatała, na mokro myła podłogę w poczekalni. Jednym słowem, wszystko robiła na cacy. Taka była Krysia.

Powoli zachodzi słońce. Rude promienie lekko dotykają kolejowej rdzy i chwastów. Powietrze robi się niebieskawe, a po plecach czuć chłód wieczora.

Za cztery lata będzie sto lat, jak pobudowali stację. Ale nie doczekała setki, nieboszczka – na odchodnym pan Jan rozkłada ręce. - A przecież Baboszewo to wieś nie byle jaka. Zasobna, bo ziemie dobrej klasy i ludzie zaradni. A wie pan, że Baboszewo to jedyna w Polsce miejscowość o takiej nazwie? Nawet we Warszawie na Mokotowie ma swoją ulicę.

 

 Krzysztof Martwicki

 

Imiona bohaterów reportażu zostały zmienione (red.)

__1

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe