Stąd do wieczności, dzieci - żołnierze Warszawy

  • 23.09.2019, 10:34 (aktualizacja 24.09.2019, 10:32)
Stąd do wieczności, dzieci - żołnierze Warszawy Fot. Ewa Sokólska
Wokół płonące miasto. Dom za domem, ulica za ulicą rozsypują się w gruzowisko niszczone nawałem spadających bomb i ostrzałem dział.

Budowane przez setki lat miasto z każdą chwilą traci kształt ludzkiego siedliska. Kikuty kominów, wypalone futryny okien, jak kręgosłupy wyjęte z żywych kiedyś ciał, jak puste oczodoły po jaśniejących kiedyś życiem oczach. Nieustanny świst kul i długie języki płomieni tryskające z wrogich miotaczy ognia. To Warszawa. Czterdziesty ósmy taki dzień. Górny Czerniaków. Padają ostatnie szańce, ostatnie reduty obrony powstańczej armii. W pododdziałach batalionu ,,Gustaw” mniej niż jedna trzecia stanów osobowych. W III plutonie Kompanii ,,Grażyna” pozostali także nieliczni, przeważnie bardzo młodzi żołnierze. Wycieńczeni nierówną walką, głodni, niedozbrojeni, bo Rosjanie zabronili nawet korzystania z lotnisk polowych amerykańskim samolotom z zaopatrzeniem dla walczącej stolicy, na zajętych przez siebie terenach.

Poczucie osamotnienia, poczucie zdrady tych , którzy stoją na drugim brzegu Wisły - rosyjskich armii zatrzymanych w natarciu przez Stalina, by hitlerowskie Niemcy mogły wyręczyć go w zdeptaniu ducha wolności Polski. Wszechobecny, złowrogi ryk śmierci tylko czasami przechodzący w odgłos bólu kolejnych, ranionych żołnierzy. Ostatni bastion batalionu ,,Gustaw”. Kilka całkowicie zniszczonych, kiedyś pięknych, architektonicznie wspaniałych kamienic ulicy Solec, tuż nad brzegiem Wisły, nieopodal przystani ,,Syrena”. Trzeci, ostatni dowódca III plutonu, kompani ,,Grażyna”- plutonowy podchorąży Ryszard Benedykciński pseudonim „Niesiołowski” wydaje ostanie rozkazy. Tamci są coraz bliżej, jest ich zbyt wielu. Bestialskie , specjalnie dobrane, uformowane z przestępców, oddziały SS - zbrodniczej dywizji Diliwangera. Dowódca plutonu zna ich dobrze. To oni wymordowali pozostawionych w szpitalach polowych na ul. Długiej, na Starówce, rannych żołnierzy batalionu ,,Gustaw” w dniu 2 września 1944r. Batalion musiał ich tam zostawić, przebijał się kanałami do Śródmieścia. Ranni nie mieliby szans przebyć tej drogi. Wcześniej 23 sierpnia kompania ,,Grażyna”, trzecia kompania batalionu ,,Gustaw”, pokonuje zwyrodnialców Diliwangera zdobywając kościół św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. SS-mani mszczą się na bezbronnych, rannych żołnierzach batalionu, pacjentach szpitala polowego. Teraz, są już tuż za ścianą sąsiedniego budynku. Atakują, chcąc zepchnąć trzeci pluton do Wisły. Minuty, sekundy dłużą się w zaciętej walce. Zostaje garstka obrońców. Wiedzą, że tu mogą już tylko zginąć, że nie mają żadnych szans na zwycięstwo. Ale wciąż walczą. Nie można wydawać już komend, nie wiadomo, czy ktoś je usłyszy. Tamci wdzierają się. Zostaje im jedna jedyna droga. Szybki bieg ku Wiśle. Dwóch lub trzech, w tym dowódca plutonu, wyskakują z płonącej kamienicy i rzucają się ku tej ostatniej możliwości ratunku. Plutonowy podchorąży Ryszard Benedykciński zna to miejsce. Przed wojną jako student, podczas wakacji często pływał po Wiśle żaglówką lub łodzią motorową, spędzając w ten sposób wolny czas w letnie dni. Może ta rzeka będzie teraz ostatnią nadzieją. Szybki bieg i skok w wiślaną toń.

I właśnie tutaj, gdzieś pomiędzy rogiem ulicy Solec, zniszczonymi murami przystani ,,Syrena”, a jej brzegiem dosięga go kula. Możliwe , że staje się to już w nurcie rzeki lub być może wycieńczony i ranny żołnierz nie był w stanie podjąć trudu pokonania zimnych, wrześniowych wód Wisły. Tak musiał wyglądać ostatni dzień i ostatnie chwile młodziutkiego, ostatniego dowódcy trzeciego plutonu kompani ,,Grażyna”, z batalionu ,,Gustaw”. Był 17-sty września 1944. Ryszard Benedykciński miał 23 lata. Poprzedni dowódcy plutonu zgineli w dniach 15 sierpnia – plutonowy podchorąży Bogusław Koucki na ulicy Mazowieckiej 2/4 i 28 sierpnia kapral podchorąży Jerzy Cichoński-Wąż w ruinach domu na ulicy Trauguta 1. Dowódca bataliolnu ,,Gustaw” major Ludwik Gawrych, ciężko ranny podczas szturmu na koszary policji , na ulicy Leszno, róg Żelaznej w dniu 3 sierpnia, dowodził jeszcze do 6 września, tylko cudem przeżył. Później były jeszcze nie do końca wyraźne i przekonywujące relacje towarzysza przeprawy, żołnierza trzeciego plutonu, który twierdził, że wydostali się razem z pozycji obronnej w murach płonącego budynku na ulicy Solec. Opowiadał on, jak następnie razem biegli, a później nurkowali, starając się unikać padających dokoła kul. Jak zanurzali się w wody Wisły, by po chwili znów wynurzyć się i płynąć dalej. Przez pewien czas utrzymywali ze sobą wzrokowy kontakt. Po którymś z kolejnych zanurzeń, żołnierz ten, płynący jako pierwszy, gdy obejrzał się za siebie, stwierdził że dowódca już się nie wynurzył. Nie był jednak pewien, czy ten zginął.

Matka, Aleksandra Benedykcińska próbowała dotrzeć do jakichkolwiek informacji o synu, zbierała je, nie ustawała w poszukiwaniach w Polsce i za granicą. Dom rodzinny w Warszawie był zburzony, przeniosła się do Płońska i zamieszkała u brata dr. Zdzisława Jerzego Sokólskiego, który po odbiciu go z rąk hitlerowskiego Gestapo przez batalion Armii Krajowej ,,Parasol” na początku sierpnia 44 roku, ukrywał się w klasztorze w Głownie pod Łodzią i w styczniu 1945 roku wrócił do rodzinnego domu. Brat zapewnił Aleksandrze opiekę, ale nic nie mogło przynieść spokoju. Latami pisała do Czerwonego Krzyża, nawet w Australii. Poszukiwała żołnierzy, którzy przeżyli piekło powstania. Żyła nadzieją, bo przecież ciała nigdy nie odnaleziono. Nie mogła uwierzyć, że komunistyczne władze zniewolonej przez Stalina Polski, komunistyczny Czerwony Krzyż nie będą robić nic dla rodzin warszawskich powstańców, żołnierzy Armii Krajowej. Jak pokazała najbliższa przyszłość, komunistyczna władza, narzucona Polsce, skwapliwie podjęła kontynuację dzieła hitlerowców, mordując i więziąc tych żołnierzy A. K., którym udało się przeżyć lata walk z faszystowskim okupantem.

Zmarła z rozdartym sercem, niepocieszona w bólu, w 1949roku. Spoczęła na cmentarzu parafialnym w Płońsku. Mijały dziesięciolecia. I wreszcie przyszedł ktoś, kto obudził pamięć o bohaterach tamtych lat, o czasie honoru. Prezydent Lech Kaczyński podjął inicjatywę zbudowania Muzeum Powstania Warszawskiego. Zostało otwarte w 2011 roku. Rodziny Powstańców mogły już wydobywać i udostępniać rodzinne pamiątki i dokumenty. Zgromadzono archiwa. Opracowano faktograficzne zbiory danych, na podstawie których możliwe stało się ustalenie bądź uprawdopodobnienie wielu nieznanych dotąd wydarzeń, dat, nazwisk. Dzięki tej wielkiej pracy wszystkich zaangażowanych ludzi, pracowników muzeum, członków żołnierskich rodzin,tysięcy polskich patriotów, pamięć o walczącej Warszawie, całkowicie zburzonym, a jednak niepokonanym mieście - polskich Termopilach ,pozostanie teraz wśród nas i następnych pokoleń. Dzięki nim wiemy, kiedy i gdzie zginął ostatni dowódca trzeciego plutonu, kompani ,,Grażyna”, batalionu ,,Gustaw”. Po 75 latach od tego dnia, 17- stego września 2019 roku jego imię znów wypowiedziane wróciło i spoczął obok matki.


Andrzej Sokólski


 


 

 

__1
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe